Zostaw, to nie twoje


Metody Wychowawcze
 / 
27 sierpnia 2014
 / 
by Katarzyna Kubiczek

Co prawda lato wielkimi krokami zbliża się ku końcowi. Mimo to chciałabym Wam dzisiaj opisać jeden z naszych wakacyjnych pobytów na placu zabaw. Oprócz zabawek do piaskownicy i rowerów, zabraliśmy ze sobą piłkę, którą chłopaki odłożyli na trawę, gdy przestali się nią bawić. Leży sobie ta piłka i aż prosi o to by nią pokopać.

Podchodzi dziecko numer 1 – chłopczyk około 1,5 roczny i zaczyna kopać. Mama biegnie, niosąc w ręku rowerek biegowy i już z daleka krzyczy – ale to nie twoja piłka! Zostaw! Tutaj masz rowerek. Dziecko nie odchodzi, więc ona siłą odciąga go od piłki. Udało się, dziecko zajęło się zabawkami w piaskownicy, które notabene również nie należały do niego.

Po chwili podchodzi dziecko numer 2 – dziewczynka 2- 3 letnia i podnosi piłkę. Nagle ni stąd, ni zowąd, zjawia się babcia: – Zosiu, to nie jest twoja piłka. Odłóż tam skąd wzięłaś. Dziewczynka puszcza więc piłkę, ta upada około metra od miejsca, z którego dziewczynka ją podniosła. Babcia nadal dręczy: – nie tutaj leżała piłka, odłóż tam skąd ją wzięłaś. Dziewczynka wykopuje piłkę jeszcze dalej. Babcia odpuszcza: – No dobrze niech tutaj zostanie.

Nie mija kilka minut i do piłki podchodzi dziecko numer 3 – chłopczyk 2-3 letni, podnosi piłkę i podaje ją siedzącej obok na ławce mamie. Tak samo jak poprzednie dzieci, ten również słyszy: – to nie twoja piłka, odłóż ją. Dziecko się jednak nie poddaje: – ale piłka służy do kopania, kopnę ją tylko koło piasku… Nie udało się. Mama wyegzekwowała, by piłkę jednak zostawił.

Ostatnim zainteresowanym jest chłopiec numer 4, myślę, że miał skończony roczek. Mama nie odstępuje go ani na krok, więc przejmując piłkę, mówi: – a zapytałeś panią czy możesz się pobawić? Dziecko wyciąga rączki w stronę piłki, ale mama nalega: – musisz zapytać panią, czy możesz pożyczyć?… Ciągu dalszego na pewno się domyślacie. To dziecko ledwo powtarza mama i tata, więc musiałby się zdarzyć cud by spełniło oczekiwania mamy, która w końcu odciąga je od piłki.

Pewnie zastanawiasz się, dlaczego sama nie mówię w takich sytuacjach, że dziecko może się pobawić?

Kiedyś mówiłam, ale dosyć mam zabierania głosu, gdy nikt mnie o to nie prosi. Po pierwsze to niegrzeczne, a po drugie w pewnym sensie podważa zdanie rodzica, który wychowuje swoje dziecko na swój własny sposób. Według zasad, które uznaje za słuszne. I gdyby nie jeden szczegół, pewnie nie raziłoby mnie to aż tak bardzo – ten sam rodzic/opiekun za chwilę tłumaczy swojemu dziecku, że zabawkami trzeba się dzielić, gdy na przykład inne dziecko bawi się jego sitkiem, a ono chce za wszelką cenę to sitko odzyskać, wyszarpując przedmiot z rąk „nieprzyjaciela”.

Myślę, że sprzeczność tych dwóch komunikatów jest oczywista.

Co taki kilkulatek ma z tego zrozumieć? Ja mam się dzielić, ale sam nie mogę pożyczyć? To moje i koniec! I myk na pupę, może wydzieranie się wniebogłosy pomoże dorosłym zrozumieć, że to niesprawiedliwe.

Jeśli nie uznajesz zasady wspólnoty zabawek znajdujących się na placu zabaw (mi jest ona jednak najbliższa), zamiast tłumaczyć swoim dzieciom, że „to nie twoje, nie ruszaj” po prostu zapytaj w jego imieniu. Dzieci uczą się przede wszystkim przez przykład. Nie martw się, że jak nie zapyta samo to się nie nauczy. Nauczy się, gdyż zacznie Cię po prostu naśladować. A jeśli nie wierzysz za bardzo w teorię nauki przez przykład,  na osobności wytłumacz dziecku, że powinno zapytać zanim weźmie.

Pokaż ten wpis światu

Facebook

Likebox Slider Pro for WordPress