Dzisiaj opiszę Wam pewną sytuację, której byłam świadkiem. Wszystko oczywiście sparafrazowane z zachowaniem sensu na potrzeby tego wpisu.

Dzieci oglądają bajki u siebie w pokoju, w pewnym momencie wybucha między nimi kłótnia, której początku nie widzi żaden z rodziców. Mama idzie zareagować, gdyż z dobiegających odgłosów wywnioskować można, że konflikt coraz bardziej się zaognia, a dzieci zaczynają się bić. Gdy mama staje w drzwiach młodszy syn nic nie mówi, natomiast starszy (6l) krzyczy nie potrafiąc opanować emocji. Kompletnie nie kontroluje tego co mówi. Mama szybko orientuje się w sytuacji – mniej więcej chodziło o to, że każdy z nich chciał oglądać inny program, tymczasem to starszy trzymał pilota i decydował, który program jest włączony. W pierwszym momencie mama reaguje prawidłowo, prosząc by syn oddał jej pilot. On jednak wpada we wściekłość i zamiast wykonać polecenie zaczyna jeszcze bardziej histeryzować, krzyczeć, że jej nienawidzi i nie chce takiej mamy. Mama niestety daje się sprowokować i również krzycząc zaczyna sypać zakazami: nie możesz dzisiaj w ogóle oglądać bajek, nie licz na to, że kupię ci grę, o której wczoraj rozmawialiśmy, itd. Dodatkowo cały czas stojąc nad synem, powtarzała: – Oddaj mi ten pilot!!! Nie trudno się domyśleć, co było dalej. Konflikt przeniesiony z braci na mamę i syna narastał, doprowadzając mamę do takiego stanu, że z nerwów musiała wyjść z pokoju, zostawiając syna w równie wielkich emocjach.

Wchodzi do pokoju i od razu mnie pyta: – Widzisz? Co ja mam z nim zrobić?

Odpowiedziałam zgodnie z tym jak w moich oczach wyglądała ta sytuacja.

Popełniłaś jeden podstawowy błąd, nie dałaś mu czasu na uspokojenie emocji, które w nim narastały. Co więcej swoim zachowaniem przyczyniłaś się do tego, że wszystko urosło do takich rozmiarów.  Ja w momencie, gdy zażądałaś, by oddał Ci pilot, widząc, że to żądanie wzbudziło w nim lawinę złych emocji i czując, że zaraz dam się sprowokować, wyszłabym z pokoju mówiąc, że ma mi ten pilot przynieść.

Stojąc nad nim nie dałaś mu szansy, by się zastanowił nad tym, co mówi. W wyniku czego, pluł wszystkim co mu ślina na język przyniesie, a ty, z założenia starsza i mądrzejsza, zrobiłaś dokładnie to samo.

– Przecież nawet gdybym wyszła, on miałby to gdzieś i na pewno nie przyniósłby mi tego pilota? – Próbuje się bronić koleżanka.

Monika, tego nie wiesz, a nawet gdyby było tak jak mówisz, to świadczyłaby tylko o tym, że dotąd popełniłaś dużo błędów i one wszystkie doprowadziły do tego, że on w ogóle nie liczy się z tym, co do niego mówisz. Nie zmienia to faktu, że i tak wychodząc z tego pokoju i zostawiając go ze swoim żądaniem, dałabyś mu czas na wyciszenie emocji, sama nie dałabyś się sprowokować i za chwile mielibyście okazję porozmawiać.

Załóżmy, że masz rację (choć nie chce mi się wierzyć, by było aż tak źle) i on rzeczywiście nie przyniósłby tego pilota. Słysząc, że się uspokoił wróciłabyś do pokoju stanowczo powtórzyłabyś, czego od niego oczekujesz:

– Cieszę się, że udało Ci się uspokoić. Teraz tak jak prosiłam oddaj mi ten pilot i chodź ze mną porozmawiać o tym, co się wydarzyło.

Zostawiacie młodszego (bo jak widać on jako najmądrzejszy w całej tej sytuacji wycofał się z niej na samym początku) i wychodzicie do innego pokoju. Rozmawiasz z nim nazywając emocje i tłumaczysz, dlaczego nie będziesz tolerowała takiego zachowania. Jasno, ale krótko opisujesz jak powinien się zachować. Tak mniej więcej powinno to wyglądać, niestety wyglądało zupełnie inaczej.

Nadal uważam, że on przyniósłby jej jednak ten pilot, o czym mamy okazję się przekonać, gdy na jej prośbę pomagam jej rozwiązać tą sytuację. W związku z tym, że w czasie tego wszystkiego, co się przed chwilą wydarzyło jednym z zakazów, który wykrzyczała był zakaz oglądania bajek, mówię jej, że mimo swojego nieodpowiedniego zachowania musisz być konsekwentna:

– Zabroniłaś mu oglądać bajki, wiec teraz to wyegzekwuj.  – Mówię jej, że teraz jak już trochę ochłonęli (ona i syn, bo płacz i groźby dobiegające z pokoju chłopaków ucichły), żeby tam wróciła i stanowczo powiedziała: -Wyjdź z pokoju, gdyż zgodnie z tym, co powiedziałam nie możesz dzisiaj oglądać bajek. Tylko tym razem nie daj się sprowokować i jak on znowu zacznie Cię atakować, powiedz: – Nie pozwolę byś mnie obrażał, bo te słowa sprawiają mi przykrość.  Masz wyjść z tego pokoju.

I zamiast stać tam i czekać, nie wiem na co, zostaw go samego z decyzją, czy cię posłucha.

Zrobiła tak jak jej podpowiedziałam i przyszła do pokoju. Z wyrazem twarzy świadczącym o porażce powiedziała do mnie, że on na pewno nie przyjdzie. Ja pozostałam przy swoim i okazało się, że mam rację. Przyszedł z płaczem i pretensjami, że on chce oglądać bajki, ale najważniejsze, że posłuchał tego, o co go prosiła.

Widziałam, że była zaskoczona. To był moment, kiedy mieli okazję porozmawiać zgodnie ze wskazówkami wyżej.

 Ja dodatkowo w trakcie tej rozmowy, przyznałabym się do tego, że niepotrzebnie dałam się sprowokować i wyjaśniłabym, że wykrzykiwanie wszystkich zakazów, które przyszły mi do głowy nie miało sensu, więc jeśli nadal chce oglądać bajki może iść, tylko musi pamiętać o zasadach – konflikty rozwiązujemy bez użycia siły i jak nie mogliście poradzić sobie z sytuacją, że każdy z was chce oglądać coś innego, trzeba było do mnie przyjść, pomogłabym wam wypracować kompromis.

 Propozycję dla rodziców rozwiązania takiego konfliktu:

– Jeśli w domu jest więcej telewizorów każde dziecko może oglądać tą bajkę, którą chce.
– Jeśli jest jeden telewizor najpierw jeden ogląda załóżmy trzy bajki, później drugi. Tutaj można posłużyć się losowaniem, by wyeliminować kolejny powód do kłótni o to, który pierwszy wybiera.

Najbardziej zaskoczyło mnie to, co powiedziała Monika po tym wszystkim:

– Głupio mi było przed Tobą, gdy on się tak zachowywał. Ty takie mądre rzeczy piszesz na blogu, twoje dzieci się tak nie zachowują, a tu takie coś.

Szczęka mi opadła. Po pierwsze, gdyby moje dzieci się tak nie zachowywały nie miałabym, o czym pisać. Po drugie w zachowaniu dziecka nie było nic nadzwyczajnego, bo to zachowanie mamy zawiodło. Ani przez moment nie oceniałam zachowania dziecka, za to cały czas konfrontowałam w myślach zachowanie mamy z tym, o czym jestem przekonana i co opisuję na blogu. Po trzecie w mojej ocenie- klasyczny sześciolatek i kompletnie nieświadoma tego okresu rozwoju mama.

Pozdrawiam Cię Moniczko i wierzę, że podczas następnej podobnej sytuacji nie dasz się sprowokować i proszę – NIGDY NIE ZASTANAWIAJ SIĘ W TAKICH MOMENTACH, CO MYŚLĄ O TWOIM DZIECKU OSOBY POSTRONNE. TO SĄ MOMENTY, KIEDY LICZYSZ SIĘ TYLKO TY I TWÓJ SYN. JEGO EMOCJE I TO BY UDAŁO CI SIĘ MU POMÓC PRZEJŚĆ PRZEZ TEN TRUDNY OKRES BUNTU.

Pokaż ten wpis światu

Facebook

Likebox Slider Pro for WordPress