Jestem w pełni świadoma, że widok mnie i dzieci budzi czasami mieszane uczucia. Ja opatulona w szaliku, oni natomiast porozpinani, bez nakrycia głowy.

– Co tym twoim dzieciom tak gorąco? – Zdarza mi się usłyszeć.

– No gorąco, co zrobię.

 

Wiem, że to dość kontrowersyjne podejście, jednak jestem przekonana, że już dziecko w wieku około 4 lat jest w stanie, wziąć na siebie odpowiedzialność za swój „komfort termiczny” – lubię ten zwrot :) Być może jest w stanie wziąć ją na siebie jeszcze wcześniej, ale nie mam w tym temacie takiego doświadczenia, bo gdy byli młodsi, to ja decydowałam, co ubierają, a oni się nie buntowali.

 

Wychodzimy z domu:

– Dzieciaki na dworze jest dzisiaj zimno, ubierzcie czapki, bluzy, itp.

Bywa, że wtedy zakładają to, o co proszę, bywa, że nie zakładają, a jeszcze w innych sytuacjach zakładają, załóżmy czapkę i ściągają ją zaraz po wyjściu z budynku:

– Mama, ciepło dzisiaj.

To jest moment, kiedy uważam, że oni wiedzą najlepiej, więc co najwyżej upewniam się: – Skoro tak mówisz… tylko proszę cię, jak będzie ci zimno, ubierz czapkę.

 

Rodzice często w takich sytuacjach nakazują ubranie czapki  i nie ma mowy, by dziecko ją ściągnęło. Nie ma znaczenia, że biegają i siłą rzeczy jest im cieplej niż dorosłym, którzy stoją. Tak na marginesie, nie wiem właściwie, czy wtedy nadal chodzi o sam fakt posiadania czapki, czy może dochodzi problem, że dziecko się spociło i gdyby teraz ściągnęło czapkę, to mogłoby je przewiać?

 

Tak jak napisałam, nasze dzieci nie chodzą w szalikach, więc wiecznie mają gołe szyje, a w tym roku jeszcze ani razu nie ubrały rajtuz, choć czasami temperatura, szczególnie rano spada poniżej zera. Mówią, że im ciepło, więc nie dyskutuję. Dopytuję tylko, czy na pewno. Nie walczymy o to, kto ma rację, czy trzeba, czy nie trzeba się cieplej ubrać. Ostatnio, gdy ubrali się za słabo, musieliśmy po prostu szybciej skończyć zaplanowany po południu spacer, bo było im zimno i właśnie o takie sytuacje chodzi. Nie robię im wtedy wyrzutów, nie pouczam, a gdy jęzor mnie świerzbi 😉 to najwyżej zapytam – czyli mogłeś jednak ubrać się nieco cieplej,co?

 

Zdarza się, że jest mi ciężko pogodzić się z tym, jak są ubrani, mówię wtedy:

– Ubierz się, bo jak na ciebie patrzę to mi zimno, albo

– Nie wierzę, że ci nie zimno.

Oni są przyzwyczajeni do takiego mojego marudzenia i najwyżej odpowiadają wtedy:

– To nie patrz, ciepło jest :)

 

W tym momencie wielu z Was pewnie chciałoby mi dogryźć mówiąc – czyli jak w zimę będą chcieli wyjść w krótkich spodenkach, to im pozwolisz?

Z mojego doświadczenia wynika, że jeśli pozwalamy dzieciom być odpowiedzialnymi za swój strój, one takich pomysłów po prostu nie mają. Nawet gdy chcą wyjść ubrani naprawdę nieadekwatnie do pogody, wystarczy nasza informacja o tym i bez większego sprzeciwiania się, ubierają się cieplej.

Owszem, gdy wychodzą z domu przekonani, że czapka nie będzie potrzebna, a ja wiem, że bardzo wieje i najprawdopodobniej zmarzną, zabieram ją ze sobą (szczególnie, gdy wychodzimy gdzieś dalej), bo rodzice powinni jednak wykazywać się w takich sytuacjach trochę większą wyobraźnią. Dzięki temu, zamiast nakazywać, wywołując tym płacz i niezadowolenie, pozwalam przekonać się na własnej skórze.

 

Skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie zdarzają się sytuację, kiedy chcą przegiąć

Ostatnio na przykład w dzień chodzili bez czapek i jak wychodziliśmy z domu późnym wieczorem, padał deszcz i wiał wiatr, też chcieli tak iść. Nie odwołuję się wtedy jednak do tego, że wiem lepiej, ani nie straszę chorobą, tylko korzystam z władzy rodzicielskiej, którą jednak posiadam:

– Na dworze pada i wieje silny wiatr, więc nie mogę pozwolić, byś wyszedł tak ubrany z domu. Wiesz, że nie mam w zwyczaju narzucać ci, co powinieneś włożyć, ale w tej sytuacji nie zgodzę się na brak czapki, lub wspomniane krótkie spodenki.

Mówiąc do dziecka w taki sposób, nie stawiam się w pozycji osoby, która lepiej od nich wie, czy im ciepło, czy zimno, bo oczywiste jest, że nie wiem. Taki komunikat obu stronom daje to możliwość kontynuowania rozmowy, gdy jednak okaże się, że nie miałam racji:

– Widzisz mamo, wcale tak bardzo nie wieje, schowaj mi tę czapkę.

– Może rzeczywiście masz rację.

 

Gdybym wychowywała ich w przekonaniu, że to ja wiem lepiej, jak odczuwają temperaturę, prawdopodobnie posłusznie maszerowałyby w czapkach. Po wyjściu na dwór nie informowałyby, że im za gorąco. Ten rodzaj posłuszeństwa nie jest moim celem, bo sprawia, że dzieci są sterowane przez rodziców zewnętrznie, a ja chciałabym by byli dziećmi „sterowanymi wewnętrznie”.

Dodam, ze sytuacji, kiedy odwołuję się do władzy rodzicielskiej  jest naprawdę niewiele. To są sporadyczne przypadki.

 

Wiem, że takie podejście wcale nie jest łatwe

Powiem Wam, że choć postępuję tak od dawna, zawsze wiązało się to u mnie z dziwnym uczuciem, że może jednak jest to z mojej strony trochę nieodpowiedzialne. Znacie to uczucie, kiedy wiedza na dany temat nie pozostawia wątpliwości, że coś jest czerwone, a mimo to macie tak głęboko zakorzenione przez rodziców i kulturę, w której żyjecie, coś zupełnie przeciwnego, że wątpliwości, choć tego nie chcecie,  same się pojawiają?

 

Ja też tak miałam do momentu, kiedy odwiedziliśmy w UK Mirę. To, co tam zobaczyłam, wymazało ze mnie wszelkiego rodzaju znaki zapytania w temacie ubrania adekwatnego do warunków pogodowych. To na ulicach Londynu widać najbardziej, że ilu ludzi tyle właściwych ubiorów. Jedni tam chodzą ubrani w zimowe kurtki, czapki i kozaki, inni do tych zimowych kurtek i czapek mają ubrane japonki, a jeszcze inni gołe nogi i krótki rękawek. Nie ma znaczenia, czy mówmy o dzieciach, czy o dorosłych, każdy wygląda jakby miał inną porę roku za oknem. Gdy ja chodziłam ubrana na zimowo, bo było zaledwie 12 stopni, mgła, silny wiatr i londyński brak słońca, dzieci kąpały się w miejskiej fontannie -realy, jakaś matka natomiast wyjęła swoje na oko 2-3 miesięczne dziecko z chusty w samym body, czyli gołe nóżki i rączki, położyła do wózka i przykryła tylko cienkim kocykiem.

Po tej wizycie jestem zdecydowanie spokojniejsza. Powiem jeszcze na koniec, że nasze dzieci mimo takiego podejścia nie chorują, czyli słynne – ubierz czapkę i zapnij kurtkę, bo się przeziębisz – to mit. Cała trójka była chora we wrześniu, teraz mamy grudzień, a oni nawet katarów nie łapią.

 

To się chyba nazywa hartowaniem 😉

 

Zima tego roku nie ułatwia rodzicom zadania. Teoretycznie mamy grudzień, więc przyzwyczajeni jesteśmy do ciepłych ubrań. Praktycznie jednak, ciepło i chyba wielu, zadaje sobie pytanie, czy wypada by dzieci  biegały w jesiennych wiatrówkach?

 

Rozmawiałam dzisiaj z przyjaciółką, powiedziała mi, że gdyby mnie nie znała i spotkała z dziećmi na ulicy, stwierdziłaby, że jestem nienormalną mamuśką, bo pozwalam by 22 grudnia… bez czapek… w jesiennych kurtkach… na rolkach jeździły, ona z tych zawsze ciepło ubranych :)

Nie minęło kilka minut, a ta historia miała ciąg dalszy – 22 grudnia, dzieci bez czapek, bez zimowych kurtek, na rolkach, a najmłodsza jeszcze dupskiem w kałużę wpadła :)

 

Pokaż ten wpis światu
  • http://swinki3.blox.pl/ Monika Kilijańska

    Skoro przy 12 stopniach na plus nawet są już pąki an drzewach to nie widzę problemu 😉 U nas problem zapaleń uszu u dziewczyn, wiec czapek trochę pilnuję, ale pięćdziesiąt razy pytam czy im ciepło 😉

Facebook

Likebox Slider Pro for WordPress