Każdemu rodzicowi na świecie wydaje się, że jego dziecko jest najcudowniejsze, najpiękniejsze, najmądrzejsze w ogóle naj, naj, naj i pewnie Was nie zaskoczę, mówiąc, że tak właśnie jest.

 

To nasze najszybciej opanowało sztukę współdziałania w grupie, to nasze wybiera tylko zabawy pozbawione przemocy, to nasze chętnie służy pomocą, gdy ktoś jej potrzebuje, to nasze na pewno poda rękę koleżance, która się przewróciła, to nasze nie będzie się z niej śmiało, to nasze jako jedyne nie używa wulgaryzmów i zawsze kłania się sąsiadce z pierwszego piętra, to nasze…. Tym razem myślę, że Was zaskoczę – gówno prawda.

 

W pierwszych latach życia wpajamy dzieciom wartości, zasady i normy najlepiej jak potrafimy, by kierowały się nimi, kiedy już nie będziemy mieli nad nimi stuprocentowej kontroli, czyli stosunkowo wcześnie. Najpierw jest przedszkole, później szkoła i samodzielne wychodzenie na podwórko. Każdy z tych momentów wiąże się dla rodziców ze stresem, między innymi o to, czy inne dzieci nie będą miały złego wpływu na nasze dziecko i czy wszystko to, co mu dotąd przekazaliśmy, nie pójdzie w las.

 

Rzeczywistość nie każe nam długo czekać na efekty przebywania w grupie. Oto nasz wypieszczony synuś/córeczka wraca do domu i przy pierwszej złości wykrzykuje – kurwa mać.

 

Dramat, katastrofa, wiedzieliśmy, że te łobuzy, które kilka dni temu przekrzyczały w szatni inne dzieci, będą miały zły wpływ na pozostałe i proszę, pierwsze efekty już są.

 

Donosimy pani, rozmawiamy z innymi rodzicami, knując jak tu pozbyć się tych delikwentów. Przecież nie może tak być, że kilkoro „niewychowanych” dzieci zdeprawuje pozostałe z „dobrych” domów.

 

Takie dzieci znajdą się wszędzie w przedszkolu, szkole i na podwórku, a my niemal od razu wydamy wyrok – to nie jest towarzystwo dla ciebie! Pamiętaj, że nie wolno ci się z mim bawić!

 

To bez wątpienia najprostsze rozwiązanie problemu. Mamy winnego, więc wystarczy zakazać zabawy z nim, by nie wpłynął źle na nasze dziecko. Jednak jak to zwykle bywa, najprostsze zwykle nie oznacza najlepsze i dokładnie tak jest w tym przypadku.

 

Temat doboru kolegów i przyjaciół jest klasycznym przykładem przekraczania przez dorosłych swoich kompetencji. Nie mamy prawa wybierać naszym dzieciom przyjaciół, tak samo, jak nie mamy prawa szufladkować innych dzieci. Gwarantuję Wam, że Wasze dziecko wcale nie jest takie kryształowe jak Wam się wydaje i, że znajdą się rodzice, którym właśnie ono wydaje się nieodpowiednim towarzystwem dla ich dziecka. Gdyby to od nas zależało, najprawdopodobniej dzieci nie miałoby szansy nawiązania przyjaźni i skazane byłoby na dorastanie w pojedynkę, ewentualnie w towarzystwie dzieci naszych przyjaciół.

 

Zauważyliście taką prawidłowość, że Franek, syn przyjaciół, zawsze wydaje się lepszą partią dla naszego dziecka, mimo, że nasze opowiada nam historie o tym, jak Franek przeklina, gdy rodzice nie słyszą i dręczy inne dzieci? Niby słuchamy, ale i tak jesteśmy spokojni, bo przecież dziecko takich porządnych ludzi, nie może wyrosnąć na chuligana, wiec nasze też jest z nim bezpieczne. Absurd.

 

Chyba najwyższy czas zdać sobie sprawę, że tak samo, jak my chcemy sami dobierać sobie ludzi, w których towarzystwie czujemy się dobrze i swobodnie tak samo nasze dzieci mają do tego prawo. Owszem powinniśmy z nimi o tym rozmawiać, wskazywać zachowania, które budzą nasz niepokój, ale jednocześnie szanować ich wybór, pamiętając przy tym, że my widzimy tylko wycinek. To one spędzają z dziećmi czas w szkole, na podwórku i tak naprawdę tylko one są w stanie ocenić dane dziecko, by podjąć decyzję, czy jest ono dla nich odpowiednim towarzystwem.

 

Zaufać jest najtrudniej, szczególnie w sytuacjach, gdy nagle nasz stroniący od przemocy syn, czy córka przychodzi do domu i naśladuje jakieś dziwne figury niczym z bójki ulicznej, wzburzony wykrzykuje przekleństwa, zaczyna jeść palcami, zapuszcza włosy lub chce nosić spodnie na lewej stronie. Chyba nie da się takich sytuacji uniknąć, więc trzeba się na nie po prostu  przygotować. Dać czas sobie i dziecku, dużo rozmawiać, tłumaczyć i za każdym razem pozostawiać otwartą furtkę, bo nikt jeszcze nie nauczył się podejmować słusznych decyzji, nie mając szansy wybrać źle i się pomylić.

 

– Gdyby to ode mnie zależało, zabroniłabym ci się bawić z tym dzieckiem, ale wiem doskonale, że nie mam takiego prawa. Widzę jak bardzo lubisz jego/jej towarzystwo i byłoby mi łatwiej, gdybyś chociaż nie powtarzał tych zachowań, które z tego co mi tutaj mówisz, wiesz, że są nieodpowiednie.

 

Zdarza mi się tak mówić do swoich dzieci, ale tak jak napisałam, jestem w pełni świadoma, że moje dzieci również przejawiają zachowania, które mogą nie podobać się innym rodzicom. Czy to daje komukolwiek prawo do skreślenia drugiego człowieka?

 

Mam wrażenie, że często zapominamy jeszcze o jednej bardzo ważnej kwestii – pierwsze lata życia dziecka to czas, kiedy mamy możliwość obserwowania jego zachowań w towarzystwie innych dzieci, również tych, zachowujących się w sposób, który nam nie odpowiada. To czas, kiedy naśladowanie nawet tych niepożądanych zachowań, odbywa się stosunkowo blisko, więc możemy  szybko reagować, zadawać pytania, zmuszać dziecko do zastanowienia się nad tym, co pod wpływem innego dziecka zrobiło, tłumaczyć i pomagać wyciągać wnioski. Wykorzystajmy tę możliwość poznawania swojego dziecka przez obserwację. Przecież o to w tym wszystkim chodzi – o maksymalne poznanie własnego dziecka, a nie o wyrwanie go ze środowiska, w którym czuje się jak ryba w wodzie, wmawiając, że nie jest rybą.

Skoro wybrał takie towarzystwo, próbuj nauczyć go wybierać inne, ale nie zabraniaj, bo jedynym, do czego prowadzi zakaz, jest kłamstwo. Takie dziecko wcześniej, czy później zacznie się ukrywać z kolegami, którzy Ci nie odpowiadają, a to chyba najgorszy scenariusz, choć wielu rodzicom pomógł w spokojniejszym usypianiu, a ich dzieci i tak w końcu nauczyły się wybierać właściwiej.

 

Zdj. theodoritsis / CC

Pokaż ten wpis światu
  • http://ronja.pl/ Renia Hanolajnen | Ronja

    Świetny tekst – udostępniam! :) Ten temat jest bardzo aktualny dla naszej rodziny – Synek właśnie przeszedł ze żłobka do przedszkola, w którym nie ma podziału wiekowego, więc łapie od starszych dzieciaków mnóstwo „niegrzecznych” zachowań… Ale pocieszam się, że uczy się od starszaków drugie tyle pożytecznych umiejętności 😉 (samodzielność, asertywność, skupienie na pracy, nowe słownictwo, zabawy itd.)

  • Liwia

    Dla mnie z tego artykułu kluczowe jest zdanie „Skoro wybrał takie towarzystwo…”. No właśnie, na jakiego dorosłego nasze dziecko wyrośnie wskazują jego preferencje i powody, dla których zadaje się z tą osobą, a nie inną (ja kiedyś altruistycznie pomagałam jednej niespecjalnie wychowanej dziewczynce odrabiać lekcje). Jeżeli twoje dziecko zadaje się z łobuzami przeklinającymi na prawo i lewo, to znaczy, że jest taki sam, jak oni, więc przestań go idealizować.

Facebook

Likebox Slider Pro for WordPress