Polska szkoła


Wychowuj
 / 
17 września 2016
 / 
by Katarzyna Kubiczek

Na przestrzeni lat zmieniło się niemal wszystko, nie stoimy już w kilometrowych kolejkach z karteczkami po mięso, w większości pracujemy w sprywatyzowanych zakładach pracy, wpojono nam odpowiedzialność za organizację dzięki czemu żarty typu – Jasiu pamiętaj nie wolno kraść , mama Ci z pracy przyniesie, coraz częściej pozostają tylko śmieszną anegdotką. Feministkom udało się wywalczyć przestrzeń dla siebie i nikogo nie dziwi już ksiądz w konfesjonale przed galerią handlową.

Jedno jest jednak niezmienne – polska szkoła.

Tutaj nie ma mowy o restrukturyzacjach, innowacjach i podążaniu za wymaganiami dzisiejszego świata. Podstawa programowa nadal obejmuje te same lektury, którymi ciężko już było zainteresować nas, a co dopiero wyzwolone pokolenie młodych ludzi, spędzających czas w social mediach.

Na początek lista lektur obowiązkowych, archaizm jakich mało. Uważam, że szkoła zraża młodych ludzi do czytania książek. Jakże nudne dla współczesnego nastolatka są „Pan Tadeusz”, „Zemsta” czy „Odprawa posłów greckich”. Godziny wmawiania uczniom co Mickiewicz miał na myśli. Kogo to obchodzi i komu to w ogóle potrzebne?

Nie wiem ilu z uczniów poszczególnych klas to przyszli poloniści , załóżmy 20% – wiem, to chyba dość odważny wynik. Pozostali to inżynierowie, menadżerowie zarządzania,  informatycy czy lekarze. Tak naprawdę tylko jedna osoba w każdej klasie to prawdziwy pasjonat (tak powinno być więc tego będę się trzymała) – nauczyciel. Dlaczego więc młodzież nie ma wpływu na dobór lektur, które chcieliby omawiać. To nauczyciele powinni podążać  za zainteresowaniami młodych ludzi, a nie odwrotnie. To uczniowie powinni tworzyć listę lektur obowiązkowych i uzupełniających, a nauczyciel wybierać te, na podstawie których będzie omawiał materiał na lekcjach.

Powiecie pewnie, co to za lekarz czy inżynier, który nie zna historii i nie potrafi pięknie rozmawiać o literaturze, a ja Wam mówię, że świetny w tym co kocha. 6 klas podstawówki to okres optymalny na wiedzę ogólną, to w tym czasie powinniśmy poznawać trzon tego, co każdy z nas wiedzieć powinien. Cała reszta, którą narzucają nam na kolejnych etapach edukacji to spam. Okres gimnazjalny to drastyczny spadek uczniów, którzy widzą sens chodzenia do szkoły.

Dlaczego tak się dzieje?

Bo Ci młodzi ludzie zaczynają mieć zainteresowania, stąd czasu na nudne lekcje historii, biologi czy geografii brakuje. Próbuje się z nich robić chodzące encyklopedie tymczasem rynek potrzebuje specjalistów. Do czego ludziom nie podążającym w kierunku geografii informacje o tym, czym jest izohieta. Do czego przeciętny Polak wykorzysta w swoim życiu całki lub rachunek prawdopodobieństwa?

Z ciekawości w wakacje podczas jednej z luźnych rozmów ze znajomymi rzuciłam – kto potrafi rozpisać prawdopodobieństwo trafienia 6-tki w toto lotka? Wśród moich rozmówców ludzie na wysokich stanowiskach menedżerskich, każdemu coś świtało, ale nikt nie potrafił podać i podstawić do wzoru. Do czego im więc te informacje potrzebne? Do niczego. Każdy z nich bez problemu znalazłby tą informację, gdyby jej potrzebował. Po co więc całą klasę męczyć tłuczeniem przykładów skoro tylko niewielki procent z nich kiedykolwiek wykorzysta ową wiedzę? Pół biedy jak to lubią, ale niestety dla większości gimnazjalistów lekcje matematyki to czarna magia. Swoją drogą, co się stało z tymi świetnie zapowiadającymi się kilkulatkami, którzy matematykę łapią w locie?

Dzieci lubią się uczyć, są ciekawe świata, każdego dnia zadają miliony pytań, szkoła jednak zabija w nich to wszystko. Doświadczenia, projekty i nauka poprzez działanie powinny być trzonem systemu nauczania. To uczeń powinien decydować, w jakim kierunku chce się rozwijać, tymczasem system edukacji uniemożliwia rozwój młodych ludzi. Co z tego, że dziecko interesuje się kosmosem, astrologią i astronautyką, nie ma na nią miejsca w polskiej szkole bo najważniejszy jest test szóstoklasisty, do którego dzieci zaczynają się przygotowywać już w klasie pierwszej. Maurycy nie może  zarażać swoją pasją kolegów i koleżanek w klasie bo każda próba opowiedzenia czegokolwiek spotyka się ze stanowczym: – To ty nam o tym opowiesz innym razem, dzisiaj porozmawiamy o budowie pantofelka. „Innym razem” oczywiście nigdy nie nadchodzi, bo trzeba gonić z materiałem, semestr się kończy.

Odnoszę wrażenie, że ktoś kiedyś założył, iż szkoła to nudny obowiązek, ale każdy musi do niej chodzić i tak to się toczy z dala od współczesności. Misją szkoły jest przekazywanie i egzekwowanie określonej wiedzy. Tymczasem misją powinno być rozwijanie ciekawości świata. Uczmy eksperymentowania, wyciągania wniosków i analizowania, rozwijajmy kreatywność. Młodzi ludzie sami poszukają i znajdą swój obszar, stwórzmy im tylko takie możliwości. Niewielu z nas jest w stanie być alfą i omegą ze wszystkiego, ale prawie każdy człowiek na tym świecie może znaleźć swoją niszę, w której się wykaże, w której się rozwinie i która stanie się jego pomysłem na życie.

Myślę, że dopóki nie odejdziemy od sztywnego materiału na rzecz projektów, warsztatów i innych czynnych form zdobywania wiedzy dopóty szkoła będzie nudna, będzie zabijała prawdziwe talenty i nie będzie umożliwiała naszym dzieciom  rozwoju.

Czy jak Wam teraz napiszę, że dwie identyczne plastikowe butelki, jedna w 1/4 napełniona wodą druga napełniona w całości, w tym samym czasie spadną na ziemię, gdy równocześnie wypuścimy je z balkonu, to uwierzycie? Wiecie dlaczego tak jest?

Odpowiedź jest prosta – szybkość spadania nie zależy od masy.

Jeśli czytając to wydaje Ci się to niemożliwe gwarantuję Ci, że tak samo niemożliwe będzie Ci się wydawało za rok, gdy ktoś Cię o to zapyta. Jeśli natomiast staniesz teraz na wersalce, weźmiesz do ręki dwa przedmioty o podobnym kształcie i wielkości lecz znacząco różniące się wagą i wykonasz doświadczenie to na zawsze zapamiętasz to czego już dawno dowiódł Galileusz.

Widzicie różnicę w formie przekazu, ilu z Was zapamiętałoby ten suchy fakt o braku oddziaływania masy? A ilu z Was zapamięta wizualizację?

Jeśli wierzyć badaniom tylko 30% wiedzy wyniesionej ze szkoły przydaje nam się w okresie dorosłym. W szkole spędzamy średnio 9 miesięcy w roku. Średnio mamy 6 godzin lekcji dziennie co daje nam wynik 13608 godzin lekcyjnych przez 12 lat obowiązkowej edukacji. 30% wykorzystanego czasu oznacza 9525 godzin zmarnowanych. 8 nudnych lat przyswajania wiedzy w myśl zasady 3xZ (zakuć, zdać , zapomnieć). Zdaję sobie sprawę, że nierealne jest wykorzystanie 100% czasu przeznaczonego na obowiązkową edukację, ale wszelkimi siłami powinniśmy dążyć do odwrócenia proporcji, tymczasem nie robi się niczego w tym kierunku.

Pokaż ten wpis światu

Facebook

Likebox Slider Pro for WordPress