Młodzież nie ma na siebie pomysłu. Dlaczego mnie to nie dziwi?


Wychowuj
 / 
19 września 2016
 / 
by Katarzyna Kubiczek

Polska szkoła nie robi niczego by rozwijać zainteresowania. Polska szkoła uczy kombinowania, manipulacji i tego jak niewielkim nakładem pracy zdawać  do następnej klasy. Uczy schematycznego rozwiązywania testów, a nie logicznego myślenia i wyciągania wniosków. Po sześciu latach szkoły podstawowej nadal zasypuje się młodych ludzi lekcjami, na których tylko ściągają by zaliczyć klasówkę.

Pod wpisem Polska szkoła pojawiły się bardzo cenne i merytoryczne komentarze, które uświadomiły mi, że temat ne jest wyczerpany stąd dzisiejszy wpis.

Co miałam na myśli pisząc, że powinniśmy młodym ludziom pozwolić decydować?

Wcale nie chodzi mi o to, że dwunastolatek wie kim chce zostać w przyszłości. Nie wie i jeszcze długo nie będzie wiedział. Jednak większość dzieci w tym wieku wie, czy bardziej interesują ich przedmioty ścisłe, czy humanistyczne i ta informacja powinna być kluczem do wyboru dalszej drogi. Nie chodzi o to, by dziecko, które na tym etapie wybiera matematykę przestało uczyć się języka polskiego. Oczywiście powinno ale w zupełnie innym stopniu niż przyszły humanista i na pewno w mniejszym wymiarze.

Szkoła podstawowa powinna być jedynym etapem nauki kiedy to narzuca nam się wiedzę ogólną, wszystko co następuje po niej powinno być zgodne z zainteresowaniami. Dzieci po podstawówce powinny już być podzielone na ścisłowców i humanistów – od tego podziału powinniśmy zaczynać. Chodzi o określenie kierunku w którym chcą się rozwijać. Ścisłowcy powinni skupiać się na matematyce, fizyce, chemii, humaniści powinni podążać w kierunku kultury języka i historii. Powinni dowiadywać się w jakich dziedzinach nauki wykorzystuje się dane umiejętności. Wszystko to po to, by za dwa trzy lata potrafili jeszcze bardziej zawęzić ten wybór i podążać w kierunku czystej matematyki lub czystego języka polskiego i historii, lub poszerzać tą wiedzę bardziej szczegółowo wykorzystując ją w geografii, biologi, astrologii, archeologii, psychologii, farmacji, informatyce itd. Dzieci zainteresowane załóżmy geografią, czy biologią powinni zacząć poznawać klimatologię, meteorologię, ewolucję czy genetykę, czyli powinny wchodzić w bardziej specjalistyczną wiedzę z tego zakresu. Wybór jest naprawdę ogromny, tymczasem polska szkoła nie jest przygotowana na rozwój tych zainteresowań. Zarówno humanistom, ścisłowcom i biologom każe się ryć na pamięć twierdzenie Talesa, którego i tak pierwsza grupa za kilka lat nie będzie potrafiła wykorzystać.

Nie chodzi o to, że humanista nie powinien uczyć się fizyki, tylko powinien się jej uczyć inaczej i w innym zakresie. Jemu do niczego nie będzie potrzebna regułka prawa Pascala, wystarczy jak będzie wiedział, że wykorzystano je na przykład w układach hydraulicznych. Powinien się tego dowiedzieć poprzez doświadczenia, a nie żmudne klepanie definicji. Tak jest z każdą wiedzą. Powinniśmy rozwijać ją specjalistycznie zgodnie z zainteresowaniami, a nie oszukiwać się, że zainteresowania pojawią się jak wymusimy poznanie.

Nikt nie jest w stanie zmusić nikogo do rozwijania swojego języka w oparciu o literaturę Kochanowskiego czy Mickiewicza, jeśli ten nie jest tym zainteresowany. Tak samo jak kucie na sprawdzian z całek nikogo nie nauczy logicznego myślenia. To trzeba czuć, trzeba to lubić i się tym interesować. Oczywiście, że każde dziecko nawet ścisłe powinno nadal uczyć się języka polskiego, by potrafiło się wypowiadać, rozwijać i argumentować swoje wypowiedzi, ale na pewno nie nauczymy go tego tymi samymi sposobami co humanistę. Każdemu z nas potrzebna jest podstawowa wiedza o budowie zdania, ale tylko przyszły polonista wykorzysta informacje o jego rozbiorze logicznym.

Zdecydowanie mniej jest wśród nas  osób ogólnych, przeważająca większość to ci ukierunkowani. Tymczasem szkoła najpierw kształci w kierunku ogólnym, by później nagle zawęzić do mechanika. Nie ma najważniejszego etapu – weryfikacji zainteresowań, odpowiadania na nie i dostosowywania do nich dalszej nauki.

Czy nastolatek jest w stanie określić co chce robić w życiu dorosłym?

Nie, nie jest w stanie a polska szkoła nie robi niczego by pomóc mu to odkryć. Nastolatek interesujący się matematyką nie ma zielonego pojęcia, gdzie i w jakim stopniu te zainteresowania może wykorzystać. Szkoła powinna tym nastolatkom pokazywać i otwierać wiele drzwi, a młodzież powinna móc wybrać te, które za sobą zamknie. Wyboru przyszłego zawodu, czy ścisłej dziedziny, w której chcemy się rozwijać powinniśmy dokonywać dopiero około 20 roku życia, czyli wtedy kiedy idziemy na studia. Tymczasem wymaga się od 15-sto latków wyboru technikum mimo, że w tym wieku nieliczni potrafią powiedzieć co chcieliby robić. Pozostali podążą  za tłumem lub przyjacielem jeszcze inni z braku laku wybierają licea ogólnokształcące.

Gdyby temu 12-sto latkowi pozwolono wybrać gałąź na której znajduje się wiele odnóg , następnie 15-sto latkowi pozwolono wybrać odnogi które go interesują. To ten 19-20 latek  świadomie (choć niektórym nawet w tym wieku się to nie udaje) wybierałby specjalizację. Myślę, że wtedy na pewno mielibyśmy zdecydowanie mniej przypadkowych elektryków, bankowców, informatyków i ekspertów od zarządzania, a zdecydowanie więcej pasjonatów specjalizujących się w określonych dziedzinach.

Dlaczego tak niewielu z nas z pasją wykonuje swój zawód?

Wszystko co dotąd napisałam jest odpowiedzią na to pytanie. Nikt nigdy nie stworzył nam warunków do rozsmakowania się w tym co nas interesuje. Od zawsze narzucano nam to co jest ważne, nie pytając przy tym, co jest ważne dla nas?

Gdy czytam lub słyszę komentarze nauczycieli, którzy tak pięknie mówią o swoim przedmiocie jeszcze bardziej utwierdzam się w przekonaniu jak wiele traci polska szkoła. Nie rozumiem jednocześnie dlaczego tak zaangażowani nauczyciele, którzy z pasją każdego dnia stają przed klasą młodych ludzi nie wiedzą bezsensowności tego co robią? Ile mógłby osiągnąć i jak daleko zajść z uczniami, którzy siedzą tam przed nim z własnej woli i którzy tak samo jak on cenią sobie twórczość naszych wieszczów narodowych. Tymczasem są wśród nich ignoranci tacy jak ja i to oni uniemożliwiają tym drugim toczenie pięknych rozmów o odrodzeniu. Ile skuteczniejszy mógłby być program nauczania, gdyby słuchano tych najbardziej zainteresowanych, czyli uczniów. To nieprawda, że gdyby pozwolono im wybrać kierunek ścisły w ogóle nie czytaliby książek. Jestem tego najlepszym przykładem – szkołę skończyłam ucząc się streszczeń na pamięć. Książki zaczęłam czytać dopiero będąc dorosłą, dlaczego? Bo dopiero teraz mogę czytać to na co mam ochotę. Gdyby umożliwiono mi to w  szkole, byłabym na pewno dużo bardziej oczytaną nastolatką. Zamiast tego przekonywano mnie do Gombrowicza czy Leśmiana.

Przecież nikt nie bronił Ci czytać tego co chciałaś?

Owszem, tylko czasu, który mogłabym na to przeznaczyć nie było. Po szkole uczyłam się wspomnianych układów logicznych zdania (moje zmora), próbowałam zapamiętać wszystkie daty i opisy wydarzeń z historii, by w końcu i tak musieć przygotować ściągi, uczyłam się epilogu z „Pana Tadeusza” (tak, epilogu nie pomyliłam z Inwokacją), stolic całego świata, których nadal nie pamiętam. Mogłabym tak wymieniać i wymieniać. Które z tych informacji były mi potrzebne po zaliczeniu? Żadne.

Pokaż ten wpis światu

Facebook

Likebox Slider Pro for WordPress