Kiedy Polska to za mało – # UK mother


Żyj
 / 
6 sierpnia 2015
 / 
by Katarzyna Kubiczek

Gdy ponad miesiąc temu Moniowiec zaproponowała mi wspólne poprowadzenie cyklu „Gdy Polska to za mało” nie przyszło mi nawet do głowy, że to takie trudne 😀 Napociłam się więc przy tym moim pierwszym wywiadzie i może dużo brakuje mu do perfekcyjności, lecz mimo wszystko mam nadzieję, że Wam się spodoba.

Poznajcie Monikę, która od 9 lat mieszka w Anglii. To tutaj została mamą i głównie o różnicach w podejściu do ciężarnych chciałam z nią porozmawiać.

 

Lefti: Powiedz mi, jak w Anglii wygląda życie ciężarnej mamy, chodzi mi o wizyty lekarskie, badania? Słyszałam, że jest nieco inaczej niż w Polsce.

Mira Faber: To źle słyszałaś 😀 Nie jest nieco inaczej, jest całkowicie inaczej! Pierwsza podstawowa różnica polega na tym, że ciąża jest niemal w całości prowadzona przez położną. Jeżeli nie ma żadnych komplikacji i ciąża nie jest zagrożona, to kobieta prawdopodobnie nie zobaczy lekarza. Należy jednak wiedzieć, że angielskie położne są inaczej przeszkolone niż polskie. Mają wszystkie potrzebne kwalifikacje, aby prowadzić ciążę i odbierać porody.

Kobiety często narzekają, że nie mają w UK należytej opieki, bo są przyzwyczajone do polskiego systemu, kiedy to ciężarna praktycznie bez przerwy lata do lekarza, jest badana ginekologicznie itd. Tutaj tego nie ma. Mieszkam tutaj już ponad 9 lat i obserwując to wszystko, muszę stwierdzić, że to ma ręce i nogi. Nie ma potrzeby przeprowadzania większej ilości badań. W Polsce niestety jest tak, że większość kobiet chodzi do ginekologa prywatnie i spotkania odbywają się często, na czym lekarz zbiera całkiem ładne żniwo. Tutaj wszystko jest bezpłatnie (chyba, że kobieta nie była w UK rok przed zajściem w ciążę.). Bezpłatne są również badania prenatalne, co jest dużym ułatwieniem. Nie płaci się za znieczulenie podczas porodu ani za tzw. poród rodzinny.

 

Lefti: Co z USG, czy to prawda, że nie jest ono wykonywane na każdej wizycie lekarskiej?

Mira Faber: Prawda. Tutaj uważa się, że nie ma takiej potrzeby, bo I tak nic nie zmieni. Przez cała ciążę przewidziane są tylko dwa badania USG, między 12 a 14 tygodniem, aby ustalić liczbę płodów, sprawdzić pomiary I pracę serca I wykonać ewentualne badania prenatalne. I kolejne w 20 tygodniu, aby sprawdzić rozwój I wykryć ewentualne nieprawidłowości. W Polsce takie badania wykonywane są bardzo często, kosztuje to majątek, a tak naprawdę w większości wypadków nic nie zmienia. Wiem, że Polki są oburzone faktem, że są tylko dwa USG, ale kobiety w UK rodzą I mają się całkiem dobrze, sama jestem tego przykładem.

 

Lefti: Czy szczególnie przy pierwszym dziecku, mając świadomość tego jak to wygląda w Polsce, nie byłaś pełna obaw o prawidłowy przebieg ciąży?

Mira Faber: Oczywiście, że miałam obawy. Nigdy wcześniej nie byłam w ciąży, nie wiedziałam, czego się spodziewać, denerwowałam się, że jeżeli mnie nie obejrzy lekarz, to może coś się stanie… Wiesz, takie typowe prostolinijne myślenie. W Polsce wszyscy chodzą do lekarza, więc na pewno tak trzeba. Bałam się, ale tłumaczyłam sobie, że nie mam wyjścia, muszę się zdać na ich opiekę, muszę zaufać I być dobrej myśli. Zrozumienie przyszło dopiero po dłuższym pobycie w UK, kiedy zdałam sobie sprawę, że to wszystko ma sens. Urodziłam dwoje wspaniałych, zdrowych dzieci I to był dla mnie największy dowód na to, że ten ich system jednak działa tak jak powinien. Ponadto cieszyłam się, że miałam otwartych tyle możliwości, za które w Polsce niestety trzeba płacić duże pieniądze. Bilans przechylił się na stronę UK, I to dość znacznie. W szpitalu byłam traktowana z szacunkiem, położne przynosiły mojemu mężowi tosty I kawę, dbały o wszystko. Porównując to do niektórych historii koleżanek z Polski, było się czym cieszyć.

Lefti: U nas można oczywiście skorzystać z opieki na kasę chorych, jednak kobiety w większości wybierają prywatne gabinety, bo tam właśnie traktowane są jednak z większym szacunkiem.

 

Lefti: A jak ciężarne traktowane są przez społeczeństwo? Kasy uprzywilejowane, ustępowanie miejsca w komunikacji miejskiej, wydzielone stanowiska w urzędach, czy da się tam odczuć szacunek do stanu błogosławionego? U nas niestety często, jeśli ciężarna sama się nie upomni, nikt nie przepuści jej w żadnym z wymienionych miejsc.

Mira Faber: Nie pamiętam jak to było z komunikacją i urzędami, ale gdybyś tu pomieszkała trochę, to z pewnością nie zadałabyś takiego pytania. A to dlatego, że tutaj każdy jest traktowany z szacunkiem. Nawet w urzędzie! Pamiętam, że bardzo się bałam powiedzieć mojemu szefowi, że jestem w ciąży. Pracowałam tam wtedy dopiero pół roku i bałam się, że będzie chciał się mnie pozbyć. Jednak w końcu poszłam i przekazałam mu wesołą nowinę. I co zrobił? Uściskał mnie, pogratulował i zamienił się ze mną na krzesła przy biurku, bo jego było dużo wygodniejsze! Od tamtej pory mnie wyręczał, przynosił mi poduszkę, żebym sobie dała za plecy…I to wszystko było szczere. Cieszył się, bo to przecież ludzka rzecz, a on nie ponosił z tego tytułu większych strat, bo państwo na to nie pozwala, żeby kobieta ciężarna była kolcem w tyłku pracodawcy. Moja koleżanka dostała pracę, będąc w widocznej, zaawansowanej ciąży. Wiedzieli, że urodzi, odchowa i wróci. Tutaj pracujesz po to, by żyć, a nie na odwrót. A macierzyństwo to najnormalniejsza w świecie kolej rzeczy i każdy tak to tutaj traktuje.

Lefti: Wow, to brzmi naprawdę niewiarygodnie, szacunek do kobiety ciężarnej w miejscu pracy, to niczym science fiction.

 

Lefti: No dobrze zostałaś mamą, nie brakowało Ci bliskiej obecności mamy, teściowej, czy babci? Wiadomo mąż, przyjaciele, ale jednak często nieoceniona okazuje się obecność doświadczonej kobiety, którą darzysz zaufaniem, szczególnie w tych pierwszych momentach, kiedy bolą piersi, zmęczenie już dawno przekroczyło dopuszczalny poziom i wszystko wydaje się kompletnie nie takie instynktowne jak pisali w kolorowych gazetach.

Mira Faber: Było ciężko. Kiedy minęła cała euforia i ekscytacja, pojawiło się zmęczenie i niepewność, czy to, co robię, robię dobrze, wtedy było ciężko. Co prawda po każdym porodzie przylatywała mama i teściowa, ale były tylko chwilę, później znowu zostawałam sama. Mąż pomagał mi jak mógł, ale nie rozumiał. Nie wiedział, co przeżywałam, bijąc się z myślami, walcząc z hormonami i truchlejąc ze strachu, czy aby na pewno z dzieckiem wszystko w porządku. W takich momentach najbardziej czuć tą odległość, która cię dzieli od miejsca, które kiedyś było domem. W takich momentach najbardziej brakuje ci tego rękawa osoby, która rozumie, bo przeszła przez to samo co ty. Możesz się wyryczeć w rękaw męża, ale on nie rozumie do końca, bo nie może, jest facetem, który nigdy nie urodził dziecka

Lefti: Ty, mama i teściowa pod jednym dachem, brzmi strasznie… żartuję 😉

 

Lefti: Z tego co mówisz wynika, że choć czasami brakuje najbliższej rodziny, to raj dla ciężarnych i młodych matek, powiedz mi na koniec, czy mimo wszystko jest coś, co pamiętasz z Polski, czego nie ma tam i co mimo wszystko starasz się, nie wiem, kultywować lub przekazywać swoim dzieciom?

Mira Faber: Myślę, że raj to trochę za dużo powiedziane. Ten kraj jest po prostu dla ludzi. Jeżeli chodzi o to, czy staram się coś kultywować tutaj, to mogę powiedzieć, że jest coś takiego. W mojej rodzinie odkąd pamiętam, okres świąt Bożego narodzenia był czasem specjalnym, wyjątkowym. Tutaj nie dbają o to aż tak, poza tym Anglicy nie świętują wigilii, tylko dopiero pierwszy dzień świąt. Mimo, że jestem osobą niewierzącą, święta mają dla mnie wymiar kulturalny I stanowią dla mnie przede wszystkim wspaniałą tradycję, kiedy to całą rodziną zasiadamy do świątecznego stołu. I dlatego co roku dbam o to, żeby w moim domu było tak samo, jak było wtedy, kiedy byłam dzieckiem. Sami z mężem robimy wszystkie potrawy, nie ma możliwości, żebyśmy kupili coś w sklepie. I jest karp I barszcz z uszkami, wszystko jest tak, jak było, kiedy jeszcze mieszkałam w Polsce.

 

Bardzo Ci dziękuję za tą rozmowę, a Was w imieniu Miry zapraszam na jej blog TUTAJ

Jeśli spodobał Wam się cykl „Gdy Polska to za mało” wpadnijcie również do Moniowca

Zdj. Nic Taylor / CC

 

 

 

 

Pokaż ten wpis światu
  • http://swinki3.blox.pl/ Monika Kilijańska

    Bo to miał być prawdziwy, tętniący życiem wywiad, a nie perfekcyjny! I to Ci wyszło! Jedziemy dalej?

    • http://www.lefti.pl/ Lefti

      Lecimy, lecimy :)

      • http://swinki3.blox.pl/ Monika Kilijańska

        To lecimy!

  • Anna Sakowicz

    Bardzo ciekawy wywiad. Gratuluję :)

    • http://www.lefti.pl/ Lefti

      A dziękuję bardzo :) Nawet podoba mi się to „wywiadowanie” 😉

      • Anna Sakowicz

        Zawsze można poznać ciekawego człowieka. :)

  • http://www.mirafaber.blog.pl MiraFaber

    Hej, mama z teściową nie przylatywały na raz, hahaha. Super wywiad. Fajna ta Mira!

    • http://www.lefti.pl/ Lefti

      To mnie uspokoiłaś :)

Facebook

Likebox Slider Pro for WordPress