Jedną z naszych ulubionych gier jest chińczyk


Żyj
 / 
6 czerwca 2013
 / 
by Katarzyna Kubiczek

U nas  ostatnio „na tapecie” chińczyk. Pogoda nie sprzyja rozrywkom na świeżym powietrzu, jak wrócimy z przedszkola jest już około 16, więc nie opłaca się rozkładać kącika plastycznego i codziennie gramy w chińczyka, czasem w memory.

Pamiętam jak w dzieciństwie grałam zawsze w chińczyka z moim bratem i babcią, ale to były fajne chwile. To prawda, dzieci najdłużej i najpiękniej wspominają czas spędzony z dorosłymi. Babcia miała dla nas zawsze dużo czasu. To u niej rozkładaliśmy namioty z koców, a w nich przygotowywaliśmy posiłki. Babcia dawała nam wszystkie blaszane garnki, łyżki, kasze, groch i co tam chcieliśmy. Potrafiliśmy  tak bawić się godzinami. W domu zawsze panowała cisza, niezagłuszana telewizorem, chyba radio nawet nie grało – przynajmniej w moich wspomnieniach go nie słychać…

Za oknem świeci słońce i smugami wdziera się przez okno do kuchni… taki obrazek zapisał się w mojej głowie. Duża kuchnia, na środku biały, drewniany stół. To w niej toczyło się życie.

Dzisiaj wydaje się jakby mniejsza, ale oprócz tego czas się w niej zatrzymał. Te same meble, ten sam stół przykryty tylko inną ceratą i jedna nowa szafka, zupełnie jakby jej zadaniem było, połączenie przeszłości z teraźniejszością.

Podczas dzisiejszej gry przyglądałam się tak tym moim chłopakom i zastanawiałam się, czy oni też będą wspominać te chwile?

Filip, gdy potrzebuje szóstki, zakłada okulary przeciwsłoneczne, bo wierzy, że przynoszą mu one szczęście. Nie rozumiem dlaczego tak się dzieje, ale prawie za każdym razem wtedy ta szóstka mu wypada – farciarz. Nie wyobrażacie sobie jaki ma przy tym ubaw. Mateusz natomiast próbuje czarować. Łapie kostkę w dłonie i wypowiada zaklęcia. Też tak robiłam jak byłam mała. Pamiętam jeszcze, że wymyślałam różne pozycje, w których rzucałam :)

Pewnie, gdybym tego nie pamiętała, jego zachowanie by mnie irytowało, bo przez to gra trwa dłużej, a człowiekowi jakoś tak zawsze się spieszy. Nie wiem nawet do czego, przecież nie mam nic zaplanowanego, a jak skończymy grać, zwykle gramy znowu. Taka już chyba dorosłych natura… spieszyć się nie wiadomo do czego i nie wiadomo po co? Na szczęście dzięki wspomnieniom, patrzę tylko na niego i się uśmiecham. Kocham te moje dzieciaki jak stąd do kosmosu i z powrotem, jak mawia tata w bajcie o zajączku.

Mateusz się denerwuje, gdy ktoś go zbije. Natomiast Filip z uśmiechem na twarzy mówi : – i tak zaraz będę miał szóstkę.

I tak upływa nam ta wiosna, przez którą czujemy się trochę  oszukani :)

Pokaż ten wpis światu
  • http://bajdocja.blogspot.com Buba

    Nie grałam w „Chińczyka” chyba ze sto lat. Chyba kupię! :-)

  • http://odgryz-sobie-stope.blogspot.com/ Akashiya Viv

    Chińczyk ma w sobie coś magicznego. Żadna inna gra nie jest taka jak ta. Ciekawe, że wszyscy mają jakieś swoje sposoby na wyrzucenie szóstki, choć chyba nikt nas tego nie uczy. Ja zawsze chuchałam na kostkę. Nie mogę się doczekać momentu, w którym usiądę z dziećmi do stołu i zagram. Czasem próbuję ich nauczyć w coś grać. W bierki ostatnio, ale skończyło się na tym, że bierki latały po pokoju i wygrywał ten, który miał najwięcej w garści za jednym razem. 😉

    • Katarzyna Kubiczek

      W bierki też bardzo lubimy grać. Bierki to zresztą kolejna gra, którą bardzo dokładnie pamiętam z dzieciństwa. Grałam z bratem i już wtedy ją uwielbiałam.

Facebook

Likebox Slider Pro for WordPress