1 czerwiec, jeden z najpiękniejszych i najbardziej kolorowych dni w roku – Dzień Dziecka. Sieć zasypana informacjami, że dzieci potrzebują rodziców, że nie warto inwestować w kolejną zabawkę i zamiast tego spędzić ten dzień razem z dzieckiem.

Czytam to wszystko i coraz intensywniej się zastanawiam, czy to możliwe, że dzieci zmieniły się aż tak bardzo? Czy to możliwe, że ich rozwój emocjonalny ewoluował, w aż tak kolosalny sposób?

 

Przypominam sobie siebie, będąc dzieckiem. Przypominam sobie święta, dni takie jak wczoraj, urodziny i wiecie co? Choć  rodzice nie poświęcali mi czasu, to jednak nie przypominam sobie, bym w tych dniach marzyła o czymś innym, niż o jakiejś fajnej zabawce, gdy byłam starsza bluzce, a jeszcze później kasie.

I tak się zastanawiam, czy to ja jestem dziwna? Czy dzieci aż tak bardzo się zmieniły? Jeśli rzeczywiście prawdą jest, że nie marzą o zabawkach, to są dojrzalsze niż ich rodzice.

„Podaruj dziecku swój czas” – sama do tego nawołuję i próbuję zwrócić uwagę rodziców, jak ważna dla prawidłowego rozwoju dzieci jest ich obecność. Nie bardzo jednak rozumiem intencje ofiarowania im go w dniu ich święta. Dzieci owszem mają potrzebę spędzania czasu ze swoimi rodzicami, ale nigdy nie uwierzę, że większość z tych dzieci zrezygnowałaby z wymarzonej zabawki, by ten jeden dzień w roku spędzić z mamą i tatą. Jeśli na 10 zapytanych o to dzieci, znalazłoby się jedno, które potwierdzi tą tezę, to według mnie byłby to bardzo dobry wynik. Chyba, że to ja mam jednak do czynienia z dziwnymi małymi ludźmi?

Powiecie, że po latach nie pamięta się zabawek, tylko wspólnie spędzone chwile i ja się z Wami całkowicie zgadzam. Podkreślam jednak, że doceniamy to po latach, dopiero jako dorośli ludzie dochodzimy do wniosku, że tak bardzo brakowało nam obecności rodziców. Nie potrafimy tego nazwać będąc dzieckiem tak samo, jak nie potrafimy w tym wieku powiązać złości ze zmęczeniem, więc trudno mi sobie wyobrazić dziecko, które z euforią przyjmie fakt, że nie dostanie wózka dla lalek, o  którym marzy od tak dawna. I choćby nawet zdawało nam się, że zabawek to mu na pewno nie brakuje, jestem prawie pewna, że nadal są takie, które widziało u kolegi, koleżanki, czy w reklamie telewizyjnej, które chciałoby dostać a okazji swojego święta.

Odnoszę wrażenie, że to próba założenia białych rękawiczek. Przecież ten jeden dzień niczego nie zmieni. Co z tego, że cały spędzimy naprawdę razem, skoro od jutra wróci doskonale dziecku znana codzienność i mama/tata znowu staną się tacy nieobecni? Czy na pewno o to chodzi? Czy takimi sloganami nie odbieramy dzieciom resztek dzieciństwa, które charakteryzuje się między innymi tym, że w takie dni rodzice przegrywają ze sterowanym autem, o którym od dawna marzył ich syn? Czy to nie jest kolejny dowód na to, że oczekujemy od nich dojrzałości, którą sami nie możemy się pochwalić? Dlaczego mieliby rezygnować z wymarzonej zabawki na rzecz czasu spędzonego ze swoimi rodzicami?

To nie jest święto rodziców, lecz dzieci i to nie rodzicom należą się wtedy prezenty. Przecież nawoływanie, by zamiast prezentu materialnego spędzić z dzieckiem czas, jest robieniem prezentu sobie. Jak inaczej nazwać kreowanie się na super rodzica, który zabrał dziecko na lody, do wesołego miasteczka i gdzie tam jeszcze sobie wymyślicie? Czy Wam to nie wygląda na zagłuszanie wyrzutów sumienia, że przez cały rok ich przy nich nie ma?

 

Małe dzieci marzą o zabawkach, starsze o laptopach, ciuchach, a jeszcze starsze o kasie więc proszę, nie próbujcie mi wmówić, że jest inaczej. Czas, który powinniśmy z nimi spędzać, jest potrzebą tak elementarną, że nie ma mowy, by wystarczyło zaspokojenie jej kilka razy w roku, bo to niczego nie zmieni, skoro następnego dnia wróci szara rzeczywistość i nadal nie będzie czasu na wspólną rozmowę, spacer, czy grę planszową. Jeśli naprawdę chcemy w dni takie jak Dzień Dziecka tworzyć hasła, to niech one brzmią raczej tak – niech ten dzień będzie pierwszym dniem reszty naszego WSPÓLNEGO życia i niech dziecko otrzyma tę obietnicę przypiętą do już dawno upatrzonego na wystawie sklepu zabawkowego samolotu.

Zdj. ebs1123 / CC

Pokaż ten wpis światu
  • http://swinki3.blox.pl/ Monika Kilijańska

    Nie powinniśmy wariować w żadną stronę. Umiar przede wszystkim. Wczorajszy dzień był dla moich dzieci jak każdy inny. Dostali małe prezenty (książki), poczytałam im je, Kinia nie poszła do przedszkola i ze mną spędziła dzień, Artiemu zawiesiliśmy karę na komputer 😀 Wszyscy zadowoleni!

    • http://www.lefti.pl/ Lefti

      No właśnie umiar i prawo do bycia dzieckiem :)

Facebook

Likebox Slider Pro for WordPress