Czy na pewno chodzi tylko o znieczulicę?


Wychowuj
 / 
24 września 2013
 / 
by Katarzyna Kubiczek

Wszyscy w koło mówią o znieczulicy. Pytają, gdzie byli: babcia, dziadek, ciocia, sąsiedzi, pani z kiosku w okolicy? Gdzie byli ludzie, którzy przez cały ten czas przyglądali się wszystkiemu i nie reagowali? Ja również zadaję sobie to pytanie za każdym razem, gdy słyszymy o kolejnym przypadku maltretowania lub zabójstwa dziecka.

Zanim stanie się najgorsze

W telewizji pokazywane są dość ekstremalne przypadki. To straszne, że jest ich coraz więcej, ale zanim dojdzie do ekstremum, wszystko najpierw się jakoś zaczyna. Coś dzieje się nie tak, pojawiają się niepokojące sygnały, kto wtedy reaguje, zamiast odwracać głowę?

Niestety niewielu z nas. W wielu przypadkach nie jest to jednak spowodowane znieczulicą, tylko niewiedzą, brakiem pomysłów, co jeszcze można zrobić? W końcu tym, że boimy się jeszcze bardziej zaszkodzić dziecku.

Bądźmy bardziej dojrzali i odpowiedzialni

Piszę o tym, bo jakiś czas temu znalazłam się w takiej patowej sytuacji. Postawiłam na szczerość i wyraziłam swoją opinię na temat tego, co dzieje się w pewnych czterech ścianach. I co usłyszałam w odpowiedzi? Brzmiało mniej więcej tak: Wsadź sobie w dupę ten terapeutyczny bełkot. Jesteś zbyt szczera i wylewna. To nie twoja sprawa, jesteśmy dorośli i nikomu nic do tego, co dzieje się w naszym domu…

Niby dorośli ludzie, a jednak tak bardzo niedojrzali i nieodpowiedzialni. Może jak zaczniemy częściej poruszać ten temat,  sytuacja wielu dzieci zmieni się na lepsze?

Przyznaję, że nie wiem, co mogłabym zrobić więcej. Póki, co sytuacja na pewno nie wymaga ingerencji osób trzecich, jeśli chodzi o dziecko. Ogromny problem mają rodzice i to oni powinni skorzystać z pomocy. Jednak rodzice kierują się zasadą, że każdy martwi się tylko o siebie i nie dostrzegają, że największą ofiarą w całej tej sytuacji jest ten mały człowiek, o którego powinni się troszczyć.

Zatroszczmy się o swoich najbliższych

W mojej ocenie chodzi właśnie o troskę. To, co zwykle tłumaczymy znieczulicą, tak naprawdę bardzo często jest brakiem troski o drugiego człowieka. Jest wielu ludzi, którzy reagują, tylko odbijają się od ściany, bo Ci którzy się pogubili, nie troszczą się o swoich najbliższych.

Tak pięknie mówimy o miłości, o tym, że nie wyobrażamy sobie życia bez tej drugiej osoby, że jest dla nas najważniejsza, że odkąd pojawiła się w naszym życiu stała się naszym kosmosem, ale gdy przychodzi co, do czego wolimy nie zauważać, że dzieje się jej krzywda. Taki obrazek jest zbyt niewygodny, wymaga od nas podjęcia odpowiednich kroków i przyznania się do winy, więc lepiej udawać, że wszystko się jakoś ułoży i nadal powtarzać puste- kocham cię.

Kochasz? Pomóż; nie pozwalaj na krzywdę; wyciągnij rękę; obejmij;  nie bój się prawdy, ponieważ prawda mimo tego, że często rani, również dodaje kopa i otwiera oczy.

Tymczasem wielu ludzi kochając nie troszczy się o tą drugą osobę. Nieważne, czy chodzi o dziecko, czy o dorosłego. Gdy ktoś zarzuca nam bark troski mówiąc, że nie powinieneś na to pozwalać (na przykład matka nie reaguje, gdy jej mąż bije dzieci) czujemy się zaatakowani i zamiast zastanowić się nad tym co usłyszeliśmy wymazujemy tą osobę z naszego życia. Zamykamy przed nią drzwi i tym samym odbieramy możliwość dalszej pomocy.

Nie obrażajmy się i nie zatykajmy uszu

Jeśli jesteś osobą, której ktoś odważył się powiedzieć kilka niewygodnych słów, zastanów się czy on na pewno jest Twoim wrogiem? Czy nie jest domeną prawdziwych przyjaciół, szczere wyznanie Ci, że droga, którą podążasz prowadzi donikąd? Nie obrażaj się, tylko przyjmij prawdę, zastanów się nad tym, co usłyszałaś i dziękuj Bogu, że postawił na Twojej drodze osobę, która miała odwagę…

Pamiętaj, że ta osoba nie powiedziała Ci tego po to, by  Cię zranić, tylko dlatego, że zależy jej na Twoim szczęściu.

Pokaż ten wpis światu
  • http://odgryz-sobie-stope.blogspot.com/ Akashiya Viv

    Wiesz co… Ten post tak trochę jakby uderza we mnie. Często widuję na osiedlu takiego tatuśka z córką… Zawsze, ale to zawsze jak ich widzę to on sobie piwkuje, z większym lub mniejszym upojeniem, ale zawsze. I nie wiem czy reagować, czy nie reagować. Dziewczynka jest w wieku szkolnym, podstawówkowym. Zawsze dobrze ubrana, czysta, uśmiechnięta i zadowolona. Zawsze bawi się sama, nie z dziećmi, nie z ojcem, a pod jego okiem. Ale zawsze sama. Np. ona rysuje kredą po chodniku, a on z tym piwem w ręku siedzi na schodach i na nią patrzy. Z mojej perspektywy wygląda to dziwnie, nie wiem, czy to ja jestem jakoś spaczona może, bo moja matka i mój ojczym mają problem alkoholowy i jakoś sobie kiedyś powiedziałam, że moje dzieci nigdy nie zobaczą mnie w upadłym stanie i tego się trzymam. Czy może to niekiedy tak wygląda i jest to ogólnie akceptowane zachowanie? A tak jak mówię, ciężko mi oceniać, ze względu na przeszłość z której sobie zdaję sprawę… Może widzę tylko nie wielką część ich życia i w cale tak to nie jest, jak ja to widzę, a zwracam uwagę tylko na to co mnie koli.

    • Katarzyna Kubiczek

      Właśnie o tym mówię, w wielu przypadkach nie chodzi o znieczulicę. Czujesz i przeżywasz to co widzisz, tylko boisz się zareagować. Twoja uwaga może wzbudzić jego agresję, więc najodpowiedzialniej byłoby wezwać policję, ale wtedy narażasz na ogromny stres to dziecko, więc milczysz. Takich sytuacji, każdy z nas może podać co najmniej kilka.

Facebook

Likebox Slider Pro for WordPress