Takie projekty zawsze dzielą społeczeństwo na zwolenników i przeciwników. Przy okazji tego pomysłu pojawiło się dość dużo głosów mówiących, że to wspieranie patologii.

Według mnie to jednak dość duże upraszczanie sprawy. Mianem patologii przy okazji takich tematów określamy  te rodziny, które często nadużywając alkoholu żyją z tego co uda im się „wyżebrać” od innych ludzi. Nie zamierzają oni zrobić niczego w kierunku wzięcia odpowiedzialności za stan swojego życia uważając, że im się należy od rządu, od sąsiada, od wszystkich tych, którym wiedzie się lepiej. Rzeczywiście kierowanie pomocy w formie tych 12.000 do tej grupy ludzi jest pomysłem stosunkowo mało trafionym. Żeby ludziom z tej grupy pomóc ofiarowując im do dyspozycji gotówkę, należałoby ich najpierw nauczyć tą gotówką zarządzać oraz uwolnić od nałogów, które warunkują jakość ich życia. Bez tego to się nie uda, pieniądze przepiją, a dzieci, niestety niewiele skorzystają.

Czy takim ludziom można jednak pomóc w jakikolwiek inny sposób?

Nie. Nie. Nie. Żaden inny sposób nie okaże się bardziej skuteczny ponieważ podstawowym czynnikiem, bez którego nigdy się nie zmienią, jest ich chęć uczynienia tego. To oni musieliby podjąć decyzję, że chcą zmiany. Bez względu na to, czy takim ludziom zaproponujemy miejsca pracy, jakąkolwiek formę doradztwa, coachingu, oni tej pomocy nie docenią i nie wykorzystają jako swojej szansy, bo tego nie chcą. To oznacza, że takie jednostki zawsze będą żyły wśród nas.

Czy w takim razie ich obecność w społeczeństwie powinna przekreślać pomoc wszystkim tym, którzy naprawdę tej pomocy potrzebują i którym ten 1000 miesięcznie naprawdę dużo rozwiąże?

– Osoby bezrobotne i zatrudnione na umowy o dzieło.

– Matki, które uczciwie pracowały, tylko z chwilą zajścia w ciążę dostały umowę do dnia porodu. Decydując się teraz na drugie dziecko, musiałyby poszukać nowego etatu, czyli zataić fakt starania się o nie i manipulacją zagwarantować sobie kolejne macierzyńskie.

– Studenci i absolwenci.

Czy naprawdę mamy prawo tak bardzo uogólniać i wrzucać te wszystkie osoby do worka zwanego patologią?

Przecież to są uczciwi ludzie, którzy zdając sobie sprawę z tego jak ważna jest stabilizacja finansowa, chcą mimo wszystko zakładać rodziny, mając również świadomość, że nie są to decyzje, które mogą odłożyć na 5, 10 lat do przodu.

Przyjrzyjmy się podawanym przez oponentów alternatywom:

– Stworzenie dodatkowych możliwości zarobkowania – bzdura, co to za pomoc wyganiać matkę do pracy w trzeciej dobie po porodzie.

– Dofinansowanie do żłobków – j.w. Nie chodzi przecież o to, by kobiety rodziły i jak najwcześniej oddawały do placówek. Celem jest stworzenie (szczególnie tym, które tego chcą) możliwości zostania z dzieckiem w domu chociaż w tych pierwszych miesiącach/latach życia, tak by ta przerwa nie wiązała się z tak dużym zubożeniem miesięcznego budżetu, który po odcięciu pensji, którą wypracowywała kobieta, ociera się często o ubóstwo.

– Niższy VAT na ubranka, buty, żywność i środki dla dzieci – to rzeczywiście dobry pomysł, szczególnie, że pieniądze trafiłyby tam gdzie powinny i gwarantowałyby odczuwalne odciążenie miesięcznego budżetu. Tylko to zdecydowanie za mało, co komu z pomocy rzędu 100-200 zł miesięcznie, a właśnie tyle w dużym zaokrągleniu, miesięcznie zjada nam VAT na te produkty.

Tutaj alternatywy, chyba się wyczerpują, jeśli się mylę wpisujcie w komentarzach.

W rozmowach na temat finansowania becikowego pojawia się również argument podatków i tego, że państwo nic nie ma i musi najpierw zabrać podatnikom by móc ich obdarować tą kwotą spowrotem, pomniejszoną o obsługę zbędnej biurokracji. Trudno się z tym nie zgodzić, ale to trochę jak rozmowa o tym, że siki są żółte. Nie ma możliwości funkcjonowania państwa bez podatków i kropka. Załóżmy, że zwolnimy dochód z opodatkowania, z czego będziemy finansować infrastrukturę, służbę zdrowia, edukację? Wysokość podatków owszem jest wynikiem nieudolnego funkcjonowania rządu, ale na to ma również wpływ niski przyrost naturalny i kółeczko się zamyka. To nie w projekcie becikowego należy szukać dziury, to niczym nieuzasadnione dofinansowania do służb mundurowych, górników, KRUSu i wiele innych przyczyniają się do wzrostu długu państwa, a to skutkuje podnoszeniem podatków.

W sumie zastanawiam się skąd w ludziach tak silnie przekonanie, że pomoc bezpośrednia nie ma sensu? Zgadzam się z tym w wielu przypadkach, ale wystarczy rozejrzeć się wśród swoich znajomych, sąsiadów, ludzi spotykanych na ulicach, by dostrzec, że tak naprawdę takich, którzy to becikowe przepiją jest jednak niewielu. W ogromnej części te pieniądze trafią do rodzin, które z racji formy zatrudnienia lub często niezależnie od siebie jej braku, pozbawione są możliwości urlopu macierzyńskiego, co ja mówię? Jakiegokolwiek urlopu, prawa do zasiłku, które chcąc zachować płynność finansową każdego dnia walczą o nowe zlecenie, które wyjeżdżając na wakacje pracują w nocy by móc w każdej chwili pokryć koszty leczenia, którego często nie pokryje im ubezpieczenie zdrowotne.

* Nie spodziewam się dziecka, nie planuję więcej dzieci więc mój punkt widzenia nie jest podyktowany korzyścią materialną 😉

Zdj. Tax Credits

Pokaż ten wpis światu

Facebook

Likebox Slider Pro for WordPress